Takie małe smuteczki letniego domu i moje

Zanmykanie domuOstatni dzień października. Zamykanie domu na Mazurach. Mieliśmy się z tym uporać dużo wcześniej, ale po powrocie do Warszawy, daliśmy się wciągnąć w wir zapracowanej codzienności. I pewnie nadal byśmy tkwili w stolicy, gdyby nie ostrzeżenia o nadciągających mrozach. I tak, w trosce o stan naszych rur wyruszyliśmy na Mazury. A tam, cisza i piękno. Cudownie kolorowe lasy. Łąki ciągle jeszcze zielone. Jezioro nieco wzburzone, ale i tak zachwycające. Rozległe, szaro-srebrzyste.  W domkach rekreacyjnych żywej duszy nie uświadczysz. Tylko my i natura. Wieś też jakaś opustoszała. W Pasymiu zamknięty Lewiatan w Rynku, sklep sympatyczny. Zła wróżba. Czyżby zwycięstwo Biedronki nad małym handlem?  Alkohole Świata czynne. Zawsze jakiś powód do radości. Sklep z używanymi ciuchami też otwarty. Nabyłam dwa prześliczne obrusiki, z myślą o lecie 2018, i sweterek,  z myślą o nadciągającej zimie. Czułam się osobą oszczędną i niezwykle zaradną, a są to odczucia rzadko mnie ostatnio nawiedzające.

Poza tym: sprzątanie, mycie podłóg, chowanie, rozmrażanie lodówki, szorowanie sanitariatów, rozkładanie antymolowych preparatów, pakowania resztek żywności i chemii gospodarczej do samochodu, by zabrać je do Warszawy. Rozsypywanie soli do najróżniejszych pojemniczków, by zbierała wilgoć. Rozstawianie bardziej profesjonalnych pochłaniaczy wilgoci.  No i na koniec, rzecz najbardziej mozolna, spuszczanie wody, zakręcanie jej dopływu.  I ciągle jeszcze coś okazywało się niezrobione, i trzeba to było zrobić.  A jak już myśleliśmy, że można ogłosić fajrant, zauważyliśmy rozwieszony między sosnami hamak,  całkowicie do aury niepasujący, radośnie powiewający na wietrze.

Ja, jak zwykle, bardzo przeżywam zamykanie letniego domu. Taki jakiś robi się w dniu rozstania smutny. Niby wie, że ma zapaść w sen zmowy i odpocząć. Niby wie, że postaramy się go jak najszybciej z wiosną odwiedzić, a jak się da, to nawet wcześniej. Niby wie, że powinien czuć się bezpieczny, bo wszystko powyłączane, pozatykane, a w dodatku panowie z ochrony nad nim czuwają. I różne przyjazne duszki również. Niby to wszystko wie, a jakiś taki przygnębiony, poszarzały się robi.

I może dlatego, by go pocieszyć, matka natura od samego rana sypnęła śniegiem. Bielutkim. I słońce zza chmur wypchnęła. I zrobiło się pięknie, i ciepło, i jakoś tak radośniej. I domek trochę poweselał. I obiecał, że cierpliwie na wiosnę poczeka.     

8 comments on “Takie małe smuteczki letniego domu i moje

  1. To, że zamknęliście na zimę domek, wcale nie oznacza, że nie możecie go odwiedzać. Analogiczny domek stoi naprzeciwko mego domu – właściciele odwiedzają go nawet wtedy, gdy solidnie się schłodzi…. Przyjeżdżają co jakiś czas.

  2. Ewo – te domki letnie to nie mają innego wyjścia. Muszą się pogodzić z samotnością w jesiennych i zimowych miesiącach. My też taki domek /tylko pewnie dużo mniejszy/ zamknęliśmy niedawno. I pewnie deszcze na niego padają, a potem i śniegi go pokryją.
    Ale czas tak szybko leci, że ani się obejrzymy a przyjdzie wiosna,.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *