Oglądanie „Klanu” wydłuża życie

watching-television-2117457_960_720Teza pierwsza: oglądanie seriali skraca życie. W czasie zegarowym, kalendarzowym. Nawet, jeśli obejrzę jeden odcinek Klanu w tygodniu, a bywało i bywa, że oglądam więcej, to, biorąc pod uwagę, że Klan idzie w telewizorze od 1997 roku i zakładając, że obejrzałam jedną trzecią odcinków, czyli około 900, to już poświęciłam Klanowi co najmniej 300 godzin. To oczywiście bardzo ostrożna kalkulacja, bo prawdopodobnie w latach 90. obejrzałam więcej, np. co drugi odcinek, a wtedy godzin spędzonych z Klanem robi się już 450, a to oznacza, że po odliczeniu 8 godzin na sen, przesiedziałam nieruchomo przed telewizorem, śledząc losy Lubiczów i reszty, prawie miesiąc. Miesiąc życia.

Straconego? Jeśli tak, to wyłącznie w sensie zegarowym, bo w sensie psychologicznym bynajmniej nie. Dzięki odkrytemu przez Freuda (i pięknie przez Freuda opisanemu) procesowi identyfikacji, widz utożsamia się przecież z wybranym bohaterem lub bohaterką serialu i ma dodatkowe życie. Literalnie rzecz biorąc kosztem życia podstawowego. Ale kto by się tak rozliczał?

Dlaczego u mnie padło na Klan? Może dlatego, że był, po Labiryncie, pierwszy. Zaczęłam oglądać, potem przerwałam, potem znów do niego wróciłam, tak jak wraca się do starych kapci, gdy nowych brak. Niekoniecznie super atrakcyjnych, ale swoich. To ciekawe, ale w oglądanie innych seriali się nie wciągnęłam. Wręcz ich nie oglądam i nie znam. Jak mam zapotrzebowanie na bezmyślność w fotelu przed telewizorem, to wpadam do Lubiczów. I dobrze mi z nimi. Statyczność ich losów powoduje, że, nawet po długiej telewizyjnej abstynencji, mogę szybko i bez wysiłku  zorientować się, co w Klanie piszczy.  Wszystko toczy się wolno, ale nieubłaganie. Zgodnie z regułami typowej narracji: „Życie, życie jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć. Wczoraj biały, biały welon. Jutro białe, białe włosy”*.

Bohaterów w Klanie jest wielu. Starzy i młodzi, panie i panowie, piękni i niepiękni, szczupli i grubi. Z ładnymi przestronnymi mieszkaniami. Z niezłymi posadami. Z przyzwoitymi, przynajmniej w większości przypadków, dochodami. Do wyboru, do koloru. Poziom złożoności ich losów (i ich charakterów), mierzony w skali od 1 do 7, plasuje się w okolicach 4. Poziom mojej złożoności, podejrzewam, jest podobny, więc akurat pod tym względem pasujemy do siebie idealnie, a to ponoć ułatwia identyfikację. No i mam na krótko, jeden – góra pięć odcinków, jakieś dodatkowe życie. Nie szkodzi, że nieco nudne i przewidywalne. Nawet lepiej, bo  konfrontacja z codziennością niebolesna.

Czas w tym dodatkowym życiu liczy się podwójnie, potrójnie, poczwórnie. Czyli nic nie tracę. Dwadzieścia minut czasu realnego spędzonego przed telewizorem, to wiele godzin czasu nierealnego w życiu serialowym. Bilans ewidentnie dodatni. Tym samym, oglądanie Klanu, i seriali, jak domniemywam, w ogóle, i wydłuża życie. To była teza druga i ostateczna. 

Czy to już uzależnienie? Nie wiem. Oglądam nieregularnie. W wakacje „Klanu” mi nie brakuje. Nawet nie wiem, czy w tym roku znowu pojawi się w TVP1. Swoją drogą, może pora na rozstanie?

PS. Znudzonych tekstem, ale zainteresowanych moją przypadłością, informuję, że najtrudniej było mi się zidentyfikować z Rysiem. Może i dobrze, bo Rysio  już nie żyje.

 

*Słowa piosenki: Jacek Cygan

4 comments on “Oglądanie „Klanu” wydłuża życie

  1. Chyba tylko przez pierwszy rok oglądałam „Klan”. Potem były inne seriale, a teraz to już niczego nie oglądam. Szkoda mi czasu. Wynajduję tylko dobre filmy na TVP Kultura .

  2. Nie oglądam żadnych seriali, bo mnie jakoś w pewnym momencie odrzuciło. Jednak kto lubi, to lubi i ogląda!
    Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *