Późnym wieczorem w Pasymiu

plakat-madrugada-inter-12682Oj działo się, działo. Wczoraj, czyli 26 lipca, o godz. 21.00 na Rynku w Pasymiu miał wystąpić zespół Madrugada. Śpiew i taniec flamenco. Flamenco to zjawisko. Wpisane w 2010 r. na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Przegapić zatem pasymskiego wydarzenia nie wypadało.

Punktualnie, a nawet więcej niż punktualnie, bo przed dziewiątą wieczorem, zjawiliśmy się  na Rynku. No i zadziwienie. Cicho. Pusto.  Sceny ani widu, ani słychu. Tłumów zainteresowanych muzyką tudzież. Na szczęście unieśliśmy wzrok nieco wyżej i rozjaśnione okna Dom Kultury  dały nadzieję. I rzeczywiście, intuicja nas nie zawiodła. Koncert z uwagi na niesprzyjające warunki atmosferyczne został przeniesiony do wnętrza. Panie zarządzające imprezą, z silnym wsparciem Marii Jolanty Cejmer, zastępczyni Burmistrza Pasymia, dwoiły się i troiły, by jakoś pomieścić wszystkich zainteresowanych; by jakoś ich pousadzać. Potencjalna scena dla zespołu coraz bardziej się kurczyła. Widzów wciąż przybywało. Przesympatyczna załoga Domu Kultury się jednak nie poddawała. I jakoś w końcu wszyscy się zmieścili. I można było zaczynać.

Madrugada to po hiszpańsku: poranek. I rzeczywiście była w tym występie świeżość poranka. Wspaniała Wiktoria Kwiatkowska – śpiew, a tak naprawdę kreatorka uczty dla naszych uszu, i tych bardzo, i tych mniej muzykalnych; Kamila Olesińska – taniec i śpiew, porywająca wyrazistością przekazu i jego pięknem;  Iwona Skrzos – nie tylko wspaniale grająca na gitarze, ale i wrażliwie, urokliwie tańcząca; Anika Kamińska – cajon, perkusionalia, piękny uśmiech i ogromna, porywająca słuchaczy radość z grania; no i na koniec mężczyzna – Maciej Wieżyński – gitara, oryginalność i dowcip.

Jeśli ktoś nie wie, to informuję, że cajon (czyt. kahon) to drewniana skrzynka perkusyjna, rodem z Afryki, bo wymyślona, przywieziona (?) przez afrykańskich niewolników na kontynent amerykański. No i jeszcze jedna ważna informacja: wszyscy artyści okazali się mistrzami sztuki palmas, czyli ręcznej perkusji, inaczej mówiąc: klaskania. Reasumując: widowisko było bogate, interesujące i wzruszające.

I w tym miejscu wyrazy wdzięczności za chłodny deszczowy wieczór naturze składam. Bo kameralna sala Domu Kultury pozwoliła na stworzenie niepowtarzalnej atmosfery. Umożliwiła bezpośrednie uczestnictwo w opowiadanych muzyką, tańcem i śpiewem historiach. Pozwoliła podzielać przekazywane gestem i mimiką tancerek emocje, a także podziwiać ich stroje, chusty, wachlarze. Najwspanialsza scena na zewnątrz takich możliwości by nie nam widzom nie dała.  A tak, flamenco zyskało nowe grono wielbicieli. 

3 comments on “Późnym wieczorem w Pasymiu

  1. Jakże ciepła relacja. Lubię flamenco ale znam go jedynie z filmów, czy krótkich wstawek pokazywanych w różnych programach TV. Co innego widzieć taki występ profesjonalnego zespołu. Zazdroszczę.
    Pozdrawiam

  2. Fajnie ,że ludzie mogli posłuchać takiej muzyki,człowiek powinien doznawać wiele wrażeń po takim spotkaniu ..Muzyka łagodzi obyczaje::))))Pozdrawiam cieplutko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *