Zgubne skutki wakacyjnej samotności

Zapiski z wakacji

Jestem sama. Wszyscy powyjeżdżali. Był tłum. Jest pusto. Wezwani obowiązkami, zmuszeni harmonogramami urlopów wrócili do swej codzienności. A ja na kilka dni zostałam w domu letnim sama, samiusieńka.

Dzień pierwszy

Zrobiłam porządki. Wszystko lśni, wszystko na swoim miejscu. Jaki ładny i czysty jest nasz mazurski dom. Przestrzegam rytuałów. Pościel schowana. Posiłki zjadam na werandzie. Na talerzykach. Zastawa kompletna. Ja w stroju adekwatnym do pory dnia.  Umyta, uczesana. Są nawet serwetki.

Dzień drugi

Nadal czysto. Pościel schowana. Porządek w rzeczach i w rytuałach nieco mniejszy. Posiłki nadal na werandzie. Ja nadal stosownie ubrana. Umyta, choć nieuczesana. Talerzyk jest. Jeden. Żywność w opakowaniach, prosto z lodówki. Serwetek brak.

Dzień trzeci

Już mniej czysto. W końcu sprzątałam dwa dni temu. Ubrania nie pochowane. Leżą na krześle. Gotowe na każdą okazję. Gazety rozrzucone. Pościel schowana. Reszta jak wyżej.

Dzień czwarty

Jeszcze mniej czysto. W końcu sprzątałam trzy dni temu. Ale po co sprzątać? Czy jedna osoba może w ogóle nabrudzić? Porządek w rzeczach jak wyżej. Pościel nieschowana. Zbędny wysiłek. I tak trzeba ją wieczorem wyjąć z pojemnika. Zresztą, niech się przewietrzy. Ja umyta, choć nieuczesana. Śniadanie w pidżamie. Przy kuchennym stole. Bliżej lodówki. Nie trzeba nic nosić, nakrywać. Serwetki? A po co komu serwetki?  

Dzień piąty, czyli dziś

Samotność to ruchome święto. Wracają.  Może i dobrze, bo nie wiadomo dokąd moja „nieograniczona innymi wolność” doprowadziłaby nasz letni dom. Zabieram się za porządki. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *