WIELKI TYDZIEŃ 2015

Rok temu, w Wielkim Tygodniu, przeglądałam przedświąteczny Płomyk z 1938 roku i prezentowałam opisane w nim wielkanocne zwyczaje. Chciałabym ten tekst przypomnieć. 

Było o świętowaniu na Helu, czyli o przynoszeniu w Wielką Sobotę święconego ognia z kościoła do domu; o zatykaniu wierzbowych gałązek w budynkach gospodarczych, by złe duchy nie straszyły i nie odbierały krowom mleka; o myciu się bieżącą, czyli rzeczną, wodą w Wielką Niedzielę, koniecznie przed wschodem słońca, aby uniknąć wrzodów i krost przez cały rok. 

Było o świętowaniu na Mazowszu, czyli o  chodzeniu  po chatach z Gaikiem i z Kogutkiem; o wylewaniu barszczu na znak, że post się kończy;  struganie drewnianych grzechotek po to, by w Wielki Czwartek z samego rana wioskę hałasem obudzić. Było też o tym, że ongiś dyngusikiem na Mazowszu zwano nie śmigus tylko podarunek wręczany chodzącym po wykupie.

Było o świętowaniu w Sandomierskiem, czyli o stukocie kołatek i terkotaniu trajkotek w Wielki Czwartek; o odwiedzaniu kościołów w Wielki Piątek; o paleniu tarniny i święceniu wody w Wielką Sobotę; o pieczeniu i o święconkach; no i oczywiście o rezurekcji, o procesji trzykrotnie okrążającej kościół, o zwycięskim alleluja bijącym w niebo i o zapachu rozkwitających wierzb zmieszanym z dymem kadzideł.  

Było o świętowaniu na Podhalu, czyli o podhalańskim zwyczaju obmywania całego ciała w Wielki Piątek, koniecznie  w nocy, pomiędzy godziną pierwszą a drugą;  o kadzeniu drzew w Wielką Sobotę dla ochrony przed robactwem i dla zapewnienia urodzaju;  o wysyłaniu po powrocie z kościoła najmłodszych dzieci nad rzekę, po to, by zobaczyły „jak garnek żuru wpada do wody”; o dzieleniu się święconym z domowymi zwierzętami.

Było o świętowaniu na Huculszczyźnie, czyli o przygotowywaniu pięknych kraszanek, mających moc odwracania czarów i uroków; o wypiekaniu w Wielką Środę (Żywną Seredę) małych bochenków żytniego niekiszonego  chleba, tzw. pasków; o zakazie rozniecania ognia w Wielki Piątek; o święceniu potraw na cmentarzu i rozkładaniu jadła na grobach; o obdarowywaniu biedniejszych święconym.   

Było o świętowaniu na Rusi, czyli o bieleniu lepionych z gliny chat; o myciu dzieci w Wielką Sobotę późnym wieczorem; o rodzinnym odwiedzaniu cerkwi o północy; o święceniu przyniesionego jadła; o uroczystym nabożeństwie, po którego zakończeniu kapłan całuje krzyż i wypowiada sakramentalne słowa:  Christos woskries. Parafianie odpowiadają mu: Wo istinu woskries.  I całują się między sobą.

Myślę, że warto, przeczytać, jak o zwyczajach  na Rusi pisała w Płomyku z 7 kwietnia 1938 roku A. Karwowska:

 „Kiedy w okresie trzech wielkanocnych dni, czyjś najzawziętszy wróg podejdzie ze słowami: Christos woskries, nie wolno mu nie przebaczyć doznanych uraz, ale należy odpowiedzieć wedle zwyczaju i trzykrotnie go ucałować. 

W Wielką Niedzielę, pisała Karwowska, cała wieś się bawi na placu przedcerkiewnym w świąteczne tradycyjne gry, a w drugi dzień świąt wszyscy  udają się na cmentarz: „Po głośnym odmówieniu  „Ojcze Nasz” wszyscy zabierają się do jedzenia wierząc, że w tej chwili zmarli siedzą obok nich i uczestniczą w biesiadzie”. Przed odejściem zostawia się nieco jadła na mogiłach. Jadło to oczywiście znika „wyzbierane przez dziadków”.  

W Poniedziałek przyjęty jest zwyczaj obdarowywania się pisankami, przebierania się i oblewania wodą. Skorupki z pisanek wrzuca się do potoku. Ma to znaczenie symboliczne: aby popłynęły do Morza Czarnego, by ci, którzy są w tureckiej niewoli, wiedzieli, że nadeszło Święto Zmartwychwstania”.

Okazji do przemyślenia rzeczy istotnych w Wielkim Tygodniu życzę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *